Vita Liberata lotion, skoncentrowana opalenizna w kremie

By maja 13, 2015

Moja skóra o każdej porze roku jest śnieżnobiała. Blada na ciele i twarzy. Najtrudniejszym zadaniem jest odpowiedni dobór podkładów. Producenci jeszcze nie stworzyli idealnego dla mnie, dlatego każdy muszę rozjaśniać specjalnym pigmentem. Przez jasną, cienką skórę przebijają żyły, mam tendencję do szybkiego pojawiania się siników. Latem odcień mojej skóry często budzi zdziwienie. Od 3 lat w ogóle się nie opalam. Jest to mój świadomy wybór bo zbliżam się do trzydziestki i zdaję sobie sprawę z tego jaki wpływ na starzenie się skóry mają promienie słoneczne. Po drugie nie mam za bardzo czasu na odpoczynek na świeżym powietrzu. Zajmuję się ochroną przeciwpożarową lasu. W okresie od kwietnia do września nawet kilkanaście godzin  dziennie spędzam w biurze. W tym roku postanowiłam wypróbować samoopalacz Vita Liberata, o którym ostatnio jest najgłośniej blogosferze. Przekonały mnie do niego przede wszystkim zdjęcia. Dziewczyny testujące go wyglądały jak po wakacjach w egzotycznych krajach. Opalenizna wyglądała naturalnie, bez względu na początkowy odcień skóry, a ciało szczuplej. To wszystko przemawiało za przetestowaniem lotionu. 


Produkt zapakowany jest w estetyczny kartonik. Sam kosmetyk mieści się w nieprzezroczystej, plastikowe butelce z pompką, którą można odkręcić. Podczas używania nie zacina się i dozuje dość małą ilość lotionu. To zaleta opakowania. Kosmetyk należy zużyć w ciągu 6 miesięcy od otwarcia. Więc dobrze, że zaczęłam korzystać z niego w maju. Prawdopodobnie wystarczy mi na cały sezon letni. W opakowaniu mieści się 150 ml. Początkowo miałam obawy, że produkt okaże się mało wydajny i szybko się skończy. Na szczęście jest odwrotnie. To nie typowy balsam brązujący a skoncentrowana opalenizna w kremie. Takie sformułowanie najlepiej mi pasuje. W opakowaniu znajduje się ulotka mówiąca jak używać produkt aby osiągnąć najlepszy efekt.
Konsystencja przypomina balsam do ciała. Lub podkład.
Lotion jest pozbawiony zapachu. W ogóle go nie wyczuwam. Dla mnie to olbrzymi plus. Często od samoopalaczy odstrasza nas właśnie ich zapach. Wyczuwalny nie tylko w momencie nakładania kosmetyku na skórę a także przez kolejne dni. Tego nie znoszę. Produkty marki Vita Liberata, zostały tak skomponowane aby korzystanie z nich pod każdym względem było przyjemne i proste. 
Rękawica nie jest dołączona do zestawu. Należy kupić ją osobno. To dodatkowy koszt ok. 20 zł. Nie jest niezbędna ale na pewno ułatwia aplikację i zapewnia nam czyste, nieodbarwione dłonie i paznokcie bez zacieków. Wykonana jest z materiału który, wchłania niewiele kosmetyku, straty praktycznie nie ma. Po użyciu należy ją wyprać. Mimo, że robię to od razu po skończeniu aplikacji lotionu, zostają na niej ślady. 
Do lotionu Vita Liberata przez kilka a nawet kilkanaście dni podchodziłam jak pies do jeża. Jednocześnie chciałam go wypróbować i bałam się, czego? Zacieków i tego, że produkt tak chwalony i uznany w blogosferze u mnie może się nie sprawdzić. Bałam się, że odcień medium najjaśniejszy dostępny na polskim rynku dla mnie będzie za ciemny, tak jak często jest z podkładami. Urocza Pani Klaudia (fan page Vita Liberata) rozwiała moje wątpliwości i udzieliła fachowej pomocy. Dzięki niej odnalazłam produkt idealny, stworzony jakby specjalnie dla mnie.
Lotionu używa się jak zwykłego balsamu z tym, że znacznie mniej i najlepiej rękawicą. To sprawi, że nie będziemy mieć żadnych zacieków. Kosmetyk zostanie dobrze rozsmarowany, nie odbarwią nam się paznokcie. Pierwszym etapem przygotowania ciała jest wykonanie porządnego peelingu aby pozbyć się wszelkich suchych skórek i tym samym przedłużyć trwałość samoopalacza na ciele. Ja wykonałam również depilację. Nie było to najmądrzejsze bo skóra po goleniu jest wyjątkowo wrażliwa, a czasami nawet uszkodzona. W moim przypadku nanoszenie lotionu zaraz po, nie wywołało, żadnego szczypania czy podrażnienia. Przeciwnie, skóra została ukojona. Na pierwszym miejscu w składzie kosmetyku jest sok z aloesu więc pewnie to on tak kojąco zadziałał.
Lotion bardzo szybko wysycha więc musimy dość energicznie i od razy rozprowadzić go rękawicą po ciele. To gwarantuje równomierny odcień bez zacieków. 
Trwałość. Producent informuje, że opalenizna powinna utrzymywać się przez 2- 3 tygodnie. Ja jednak zamierzam nanosić kolejne warstwy co około 5 dni aby wzmocnić efekt. A gdy uzyskam optymalny, zacznę stosować go rzadziej, powiedzmy co 7-10 dni. Zrezygnowałam z ostrej gąbki, nie będę tarła ciała podczas kąpieli w szczególnie brutalny sposób aby nie zetrzeć miejscowo kosmetyku.  W kontakcie z wodą, szczególnie na początku przy pierwszej kąpieli po aplikacji, część kosmetyku równomiernie się zmywa. Widać to po zabarwieniu wody ale nie ma różnicy na skórze. Lotion jest bardzo wydajny. Myślę, że wystarczy mi na co najmniej na 6 miesięcy. Mimo, że pokazałam jedynie zdjęcie nóg używam go do całego ciała oprócz twarzy. Z buzią się troszkę waham. Jeśli znacie ten kosmetyk i używałyście go na twarz proszę napisz mi jak się sprawdza. Czy tak samo dobrze jak na ciele i jak schodzi? 
Na noc po aplikacji samoopalacza przygotowałam sobie specjalną koszulkę, której nie byłoby mi żal gdyby została poplamiona. Wiercę się w nocy i część kosmetyku mogłaby zostać wtarta w piżamę, lub pościel. Rano okazało się, że nic się nie przemieściło i nie ma zabrudzeń a moja skóra wygląda jeszcze ładniej niż wieczorem bezpośrednio po aplikacji. Wiem, że niektóre dziewczyny kosmetyk stosują wieczorem a rano biorą kąpiel. Ja nie czuję takiej potrzeby bo lotion nie ma zapachu. 
Podsumowanie. Na pewno jest wiele innych samoopalaczy wartych uwagi, które są tańsze, ja jednak jeszcze nie spotkałam lepszego od lotionu Vita Liberata. Gdybym opalała się na słońcu na produkty ochronne i po opalaniu wydałabym  z pewnością więcej niż 150 zł. na cały sezon. Stosując Vita Liberata mam złotobrązowe ciało. Opalenizna wygląda naturalnie, nie ma pomarańczowych odcieni. Skóra nie śmierdzi w charakterystyczny dla produktów brązujących sposób. Naskórek nie jest uszkodzony i przesuszony przez promienie uv, Przeciwnie, ma się świetnie i tak samo wygląda. 
Vita Liberata to także pianka i żel. Dostępne są różne konsystencję i odcienie. Dziękuję Dziewczyny za polecenie tego produktu. Moje rajstopy w sprayu Sally Hansen nie są mi już niezbędne. Jeśli zdecydujecie się na wypróbowanie tego kosmetyku to na pewno nie będziecie żałować.
UWAGA: Teraz produkty Vita Liberata w  Sephora są objęte 50% obniżką. Możecie je kupić za naprawdę śmiesznie niską cenę . Przykłady: Preparat intensywnie nawilżający do twarzy i nadający natychmiastowy efekt koloryzujący- Rich 200 ml - za jedyne 45,90zł! Stopniowo brązujący balsam Warm 200 ml za jedyne 39, 50 zł! 
POLECAM. 

ZOBACZ TAKŻE

67 komentarze

  1. Super recenzja widzę że też jesteś blada jak ja :) wreszcie z przyjemnością patrzę na swoje nogi

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapraszam oczywiście do siebie

    http://monika-bloguje84.blogspot.com/2015/05/samoopalacz-vita-liberata-medium.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem z niego zadowolona,używałam też na buzi,zrobiłam peeling,sprawdził się znakomicie,nie podkreślił niedoskonałości,wystarczyła jedna aplikacja :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem mega pozytywnie zdziwiona składami tych produktów :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cena odstrasza ale chyba i tak kiedyś się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj bardzo bym chciała go mieć, ale jednak wolę odłożyć kaskę a do balsamu dorzucić peptydy brązujące :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo fajnie się prezentuje :) Wygląda ładnie i naturalnie :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie znam tego produktu, ale podoba mi się efekt jaki funduje :) choć ja ostatnio zastanawiam się nad wypróbowaniem rajstop w spray'u Sally Hansen :p

    OdpowiedzUsuń
  9. Efekt całkiem fajne wygląda.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja też jestem nim zachwycona :)!

    OdpowiedzUsuń
  11. Efekt świetny! Aż zatęskniłam za wakacyjnym słoneczkiem i opalenizną. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Na skórze daje bardzo ładny efekt :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny efekt;) Mam dokładnie taki sam problem- przez moja bladą skórę przebijają żyłki a siniaki robią mi się często. I są bardzo widoczne. Produkt na pewno wyląduje w moim koszyku.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja nie używałam. Ale moja siostra używa (rownież do twarzy) i jest zadowolona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tylko ona zdaje się ma w piance

      Usuń
    2. Dziękuję Kochana :) wczoraj zmieszałam odrobinę lotionu z kremem do twarzy. Moja twarz jest delikatnie muśnięta słońcem. Dziś zrobię dokładkę :) Na skórę twarzy lotion vitaliberata też się nadaje . Polecam

      Usuń
  15. jakoś nie ciągnie mnie do samoopalaczy

    OdpowiedzUsuń
  16. miałam ich piankę która też spisała się całkiem nieźle :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Pięknie Ci w takiej opaleniźnie, a raczej Twojej nodze ;)) Ja mam przed sobą mus, dziś odebrałam z poczty, jeszcze nie używałam.

    OdpowiedzUsuń
  18. Świetna recenzja. Właśnie myślałam o jakimś sprawdzonym, dobrym kosmetyku samoopalającym. Chętnie go kupię, bo podobnie jak Ty chcę być "muśnięta" słońcem, ale bez wystawiania się na jego promienie :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Jak widzę samoopalacz to od razu przypomina mi się ten okropny zapach wędzarni.

    OdpowiedzUsuń
  20. produkt jest naprawdę fajny sama na własnej skórze się o tym przekonałam:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ciekawe jak u mnie by się sprawdził, bo ja bladzioch straszny :)

    OdpowiedzUsuń
  22. przy takich kosmetykach najbardziej obawiam się brudzenia ubrań i pościeli, fajnie, że ten kosmetyk tego nie robi :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja zadowalam się chusteczkami firmy Dax. Koszt - nawet 1.50zl na promocji. Kupuje 4saszetki i taki efekt uzyskuje od razu co Ty za 6zl :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Czytając Twoją opinię nie byłam w stanie uwierzyć, że taki kosmetyk może być tak dobry, a jednak widząc zdjęcie nóg jestem zachwycona i jeśli nie uda mi się ładnie opalić to chętnie po niego sięgnę :]

    OdpowiedzUsuń
  25. efekt megaśny!Ja tez swoją dziś użyję

    OdpowiedzUsuń
  26. ładny, bardzo naturalny kolor - podobny jak gdy używałam ST Tropez

    OdpowiedzUsuń
  27. Efekt świetny, ładny naturalny odcień :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Efekt jest rewelacyjny. Muszę się zaopatrzyć w to cudo :))

    OdpowiedzUsuń
  29. Ja mam piankę i chyba w końcu się przełamie żeby ją użyć :-)

    OdpowiedzUsuń
  30. Ja jestem blada ale lubię być blada, opalanie to nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Słyszałam o nich wiele dobrego :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Ja zawsze też mam obawy przed tego typu produktami.. podoba mi się jednak efekt..ale bez peelingowania ciała.. chyba wolę jednak się opalić naturalnie bez obawy, że wytrę miejscowo za dużo kosmetyku i będę w plamy.

    OdpowiedzUsuń
  33. Jakoś kompletnie nie ciągnie mnie do samoopalaczy. Pewnie dlatego, że nie potrzebuję tego typu produktów, ze względu na swój naturalny odcień skóry :). Jednak muszę przyznać, że efekt jest fajny, bardzo ładnie wygląda :).

    OdpowiedzUsuń
  34. Same pochlebne opinie o tych kosmetykach czytam ostatnio. Osobiście samoopalaczy nie lubię, mam kiepskie doświadczenia. Pewnie te z marki Vita Liberata są dobre, mnie zainteresował szczególnie mineralny puder brązujący do twarzy, na kosmetyki do ciała raczej się nie zdecyduję - może jednak uda się złapać trochę promyków słońca w naturalny sposób (ale też bez przesady, bo w sumie z upływem lat bardzo polubiłam swoją jasną karnację) w weekendy, o ile będą słoneczne :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Wygląda bardzo naturalnie. Efekt jest pewnie dużo zdrowszy niż solarium albo opalanie na słońcu.

    OdpowiedzUsuń
  36. Ja właśnie dzis dostałam moją sztukę ;) i mam zamiar zacząć ją stoswać :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Ja nigdy nie używam samoopalaczy jakoś ich nie lubię, czasem balsam bronzujący nałożę;)

    OdpowiedzUsuń
  38. ta pani z opakowania kusi cialem i opalenizna ;p

    OdpowiedzUsuń
  39. Mam jeszcze balsam i także jestem z niego bardzo zadowolona, świetnie brazuje skórę :-)

    OdpowiedzUsuń
  40. Kusisz bardzo, przydał by się szczególnie do nóg, które ciężko mi opalić.

    OdpowiedzUsuń
  41. Wow :) efekt świetny! Dla mnie to bardzo przydatny kosmetyk bo, sama nie wiem dlaczego, ale ostatnio nie opalam się tak jak dawniej- nie mam z tym problemów, kiedyś opalałam się na ładny brąz, od kilku lat po prostu tak przy okazji chronienia dzieci przed słońcem i ja sama się ochraniam ;p i nawet twarz mi się za bardzo nie opala, wychodzą tylko piegi. A przecież czasem ubrałabym się w spódnicę- więc lubię takie wynalazki. Póki co stosuję balsamy brązujące, ale interesowały mnie te rajstopy w sprayu- a teraz mam jeszcze większy dylemat bo o tym kosmetyku już kolejny raz czytam, że jest taki fajny :)

    OdpowiedzUsuń
  42. ja to się zawsze boję że się pobrudze xd

    kataszyyna.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  43. Świetny! Ja też ostatnio nie mam czasu się opalać wiec chętnie bym go kupiła :)

    OdpowiedzUsuń
  44. Daje piękny efekt. Tez myślę nad dodaniem swojej skórze koloru ale nienawidzę tych śmierdziuchów....

    OdpowiedzUsuń
  45. Mam z natury ciemną karnację, ale podoba mi się efekt. ;]

    OdpowiedzUsuń
  46. Ja odkąd 6 lat temu spaliłam się PORZĄDNIE na raka, to unikam nadmiernego opalania... jestem zawsze buraczkiem :< także taki produkt by był dla mnie! Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  47. różnica jest niesamowita:) i widać, że nie ma większego problemu z równomiernym rozłożeniem go na ciele:) super:)
    ale ja i tak jakoś nie jestem przekonana do samoopalaczy, nie jestem dokładna w nakładaniu ich i zawsze mogę się że będzie to widoczne. zdecydowanie bardziej przemawiają do mnie balsamy lekko brązujące :)

    OdpowiedzUsuń
  48. produkty są fenomenalne:) warte swojej ceny

    OdpowiedzUsuń
  49. piękny, zdrowy, naturalnie wyglądający kolor według mnie ;) chętnie i ja bym wypróbowała to cudo :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i zamieszczony komentarz. Jeśli masz blog, na pewno do Ciebie zajrzę.