ShinyBox Beach please! to wakacyjny niezbędnik, którego nie może zabraknąć w Twojej torbie plażowej. „Właśnie tak zaczyna się opis najnowszego, lipcowego boxa. Jeszcze przed ujawnieniem jego zawartości wiedziałam, że nie każdy produkt w nim zawarty zostanie ze mną. Spodziewałam się kosmetyków do i po opalaniu, a swój urlop zaplanowałam na przełom października i listopada w Karpaczu. Więc nie przydałyby mi się teraz. Pozytywnym zaskoczeniem był brak takich produktów. Co więc znalazło się w zestawie? Zapraszam do czytania.  
O marce Dr. Hauschka usłyszałam wiele lat temu przez przypadek oglądając jakiś urodowy filmik na YT. Będąc nastolatką do głowy mi nie przyszło, że kiedyś te niemieckie kosmetyki będą bardzo łatwo dostępne u nas , w Polsce a już na pewno nie , że sama będę ich używać. Jestem bardzo zadowolona, że na przestrzeni kilkunastu lat tak wiele się zmieniło. Dziś chcę przybliżyć tą markę oraz opowiedzieć o jednej z ich nowości. Zapraszam.

NOREL  to marka kosmetyczna, której tradycja sięga blisko 50 lat. To ona jako pierwsza w Polsce 15 lat temu wprowadziła na rynek produkty wyszczuplające do walki z cellulitem i rozstępami. Jej motto to: Natura jest źródłem piękna. Gdy w listopadowym ShinyBoxie Miss Autumn znalazłam krem rozjaśniająco- wygładzający z kwasem migdałowym szybko przystąpiłam do testów. A w minirecenzji rozpływałam się nad jego fantastycznym działaniem. Bardzo dobre pierwsze spotkanie z marką sprawiło, że zapragnęłam więcej. Dziś przychodzę do Was z recenzją maseczki relaksującej Anti-Agez białą herbatą.
Vita Liberata to jedna z 3 moich ulubionych marek. Wszystkie kosmetyki, które od niej miałam sprawdziły się lepiej niż mogłam przypuszczać. Było tak zarówno z produktami do ciała jak i do twarzy. Szczególnie polecam maseczkę nocną, która nie ma sobie równych. Daje stopniową, naturalną opaleniznę ale ma też rewelacyjne działanie nawilżające. Mimo, że nie jestem zakręcona na punkcie makijażu a moim największym hobby jest pielęgnacja to zapragnęłam przetestować samoopalający puder mineralny, który jest innowacją technologiczną na skalę światową.

Od wiosny regenerowałam swoje paznokcie. Bardzo wzmocniły je produkty Herome. Teraz są twarde i zdrowe. Zrezygnowałam z hybryd na rzecz intensywnej pielęgnacji. Później wróciłam do zwykłych lakierów. Bardzo szybko okazało się, że są dla mnie wielkim rozczarowaniem. Nawet nie chodzi tu o trwałość a o bardzo powolne wysychanie. Zawsze gdy myślałam, że już wszystko ok. i dotykałam lakieru, odciskałam na nim swoje linie papilarne. W końcu podałam się i wróciłam do ukochanego rodzaju manicure czyli hybryd. Tym razem z nowej marki- Victoria Vynn

Rozświetlające suche olejki podbiły rynek już kilka lat temu. Na początku dostępne były tylko w perfumeriach, w astronomicznych cenach. Dziś mamy już znacznie większy wybór i przedział kwotowy. Miałam próbki wielu podobnych kosmetyków jednak rozświetlający suchy olejek arganowy dociała i włosów jest moim pierwszym tego typu kosmetykiem pełnowymiarowym. Dziś Wam o nim bliżej opowiem. Zapraszam

Czerwcowy ShinyBox 4EVER to to na co długo czekaliśmy. Prawdziwa wisienka na urodzinowym torcie. Bardzo spodobał mi się mój zestaw. Nie każdy kosmetyk zdążyłam przetestować, nie wszystkie zostawiłam sobie. Jednak oceniam go pozytywnie, zasłużył na 4+. Maskę PILOMAX oddałam siostrze bo tylko ona z mojej rodziny ma ciemne, farbowane włosy. Reszta zostaje ze mną. Dziś opowiem Wam o trzech produktach, które najbardziej mnie ucieszyły i sprawdziły u mnie.
Pewnie nie jestem jedyną osobą, która regularnie ogląda Wiadomości, Panoramę i inne programy informacyjne. Lubię być na bieżąco z tym co dzieje się w kraju i za granicą. Mniej z plotkami na mojej małej wsi. Całe dnie spędzam w pracy ale naszą rutyną jest oglądanie Teleexpressu o 17 i wypicie popołudniowej kawy. Ostatnio wstrząsnęła mną i moimi współpracownikami informacja o nastolatce poszkodowanej na torze gokartowym. Wybierając się w takie miejsce liczymy na niezapomniane, pozytywne wrażenia Chcemy poczuć adrenalinę, prędkość. Rozładować stres, który towarzyszy nam w pracy, w szkole. Jednocześnie czujemy się bezpieczni i jesteśmy przekonani, że  nic nam nie grozi. Dla tej dziewczyny wakacje zaczęły się bardzo tragicznie. Jej piękne i długie włosy wkręciły się w koło gokarta. Straciła je razem ze skórą głowy i obecnie w ciężkim stanie przebywa w szpitalu.  Wszystko mogło skończyć się inaczej gdyby związała włosy i założyła kask. Teraz czeka ją długa i kosztowna rehabilitacja. Bardzo współczuję Sandrze i nie jestem nawet w stanie wyobrazić sobie przez jaki koszmar teraz przechodzi. Życzę jej szybkiego powrotu do zdrowia oraz siły.

Skórę wokół oczu traktuję z wyjątkową troską. Jest cienka, wrażliwa i delikatna. Podrażniana kosmetykami kolorowymi, pyłkami roślin i tarciem podczas zmywania makijażu. Podatna na powstawanie zmarszczek, tak zwanych kurzych łapek i wiotczenie. Mnie już niestety dosięgło mocne opadanie powiek. Mój największy kompleks, niestety odziedziczony. Ostatnio, wybierając kosmetyki pielęgnacyjne najchętniej sięgam po te  naturalne, organiczne i zdrowe. Tym razem jest to krem pod oczy Resibo.
Kremy BB Skin 79 to moi ulubieńcy. Nie jestem specjalistką w azjatyckich produktach jednak używający ich od ponad roku coś tam wiem i chcę się dziś z Wami tym podzielić. Beblesh Balm Triple Function Green SPF30+ poznałam jako trzeci w kolejności z czterech, których używam . Zamówiłam go ze zniżką na skin79-sklep.pl za ok. 100 zł. Regularne ceny są wyższe. Ślimakowy kosztował mnie ok. 150 zł. Nie żałuję jednak żadnej wydanej na nie złotówki. Po za kolorami opakowań różnią się oczywiście odcieniami i właściwościami.

Mam 29 lat. Swoją skórę uważam za dojrzałą. Często jednak słyszę, że wyglądam znacznie młodziej niż mam wpisane w dowodzie. Nie wiem czy to komplementy czy rzeczywiście tak jest. Nie narzekam na wygląd twarzy. Nie pojawiają się na niej wypryski, a zmarszczki nie są jeszcze wyraźnie zaznaczone. Myślę, że to jej szczytowa forma. Nie spoczywam jednak na laurach a pielęgnuję ją ciężkim kalibrem. Chcę aby jak najdłużej moja skóra wyglądała młodo. Z tego powodu sięgam po kosmetyki przeznaczone często dla nieco starszego przedziału wiekowego. Dziś opowiem Wam o serum wypełniającym zmarszczki z aktywatorem kwasu hialuronowego ProFiller marki Norel.

Ciśnieniomierz to urządzenie, które właściwie każda z nas ma w domu. Jest tanie i proste w obsłudze. Wiele mówi o naszym zdrowiu, kondycji i pulsie. Pomiar ciśnienia to podstawowe badanie wykonywane na dzień dobry w przychodniach lekarskich. Pomaga m.in. w kontrolowaniu chorób układu krążenia. W moim domu zawsze był ciśnieniomierz. Rodzice często po niego sięgali. Stary model i niezbyt dokładny ale wygodny i mały, zakładany na nadgarstek. Obecnie na rynku jest wiele różnych modeli od zegarowych, automatycznych aż po profesjonalne. Mój to Diagnosis DM-400 IHB . Zalicza się do średniej półki. Jest on idealnym rozwiązaniem do użytku domowego. Dziś go przybliżę.

Myrurgia to marka kosmetyczna , która u nas nie jest bardzo popularna. Nie spotkałam się jeszcze z żadną wzmianką o niej na naszych, polskich blogach. Powstałą w Barcelonie w 1916 roku przez bogatą Katalońską rodzinę więc to firma z historią i tradycją. W 2000 roku została przejęta przez spółkę Puig. Jak wiecie często zamawiam w ciemno perfumy dla Łukasza do pracy. Wybieram raczej te tańsze a na specjalne okazje takie jak święta czy urodziny kupuję mu jego ulubione droższe zapachy. Szukając czegoś nowego i taniego na iperfumy natrafiłam właśnie na tą markę. Dziś porównam ze sobą dwa warianty wody toaletowej Myrurgia Yacht Man Red i Blue. Zapraszam.

Kosmetyki do pielęgnacji i higieny intymnej wzbudzają kontrowersje jedynie na blogach.  Podczas rozmowy z koleżankami na ten temat żadna z nas nie jest speszona czy tym bardziej oburzona. Wymieniamy doświadczenia, radzimy, polecamy i ostrzegamy. Każda z nas jest inna i jeden kosmetyk, nawet z teoretycznie dobrym skaldem nie jest równy innemu, pod tym kątem nawet „gorszemu”. U mnie wybitnie nie sprawdził się zachwalany Facelle, który wywołał niesamowite podrażnienie a wręcz palenie trwające kilka dni. Jestem pewna, że to jego wina i nie jestem jedyną poszkodowaną. Dziś opowiem Wam o dwóch produktach , które bardzo szybko zdobyły moją aprobatę. Zapraszam do czytania.
Cześć Dziewczyny. Jak wiecie moim priorytetem i największą zajawką są kosmetyki pielęgnacyjne. Uwielbiam dbać o skórę i poznawać nowości. Ostatnio miałam okazję uczestniczyć w ślubie i weselu. Z uwagi na rangę uroczystości i to, że byłam osobą towarzyszącą świadka (Łukasza) postanowiłam wybrać się na makijaż do kosmetyczki. Ja akurat w tej dziedzinie nie grzeszę talentem ale i nie mam nawet odpowiednich, trwałych kosmetyków tylko lekkie kremy BB.

Posty z ulubieńcami bardzo rzadko pojawiają się na moim blogu bo nie chce pisać o niczym na siłę. Trafiam na wiele fantastycznych kosmetyków jednak czasami zdarzają się takie, które warto a nawet trzeba wyróżnić. Docelowo chcę zamierzam robić takie wpisy dwa razy w roku i produkty podzielić na kilka kategorii od pielęgnacji twarzy, ciała i włosów, po makijaż. Zapraszam na pierwszą część.

Stosowanie produktów do higieny intymnej jest tak samo oczywiste jak mycie włosów szamponem, ciała żelem a twarzy emulsją. Każdy kosmetyk ma swoje przeznaczenie. Szczególnie my kobiety przestrzegamy tych zasad. Wiem, że mężczyźni potrafią funkcjonować z jednym żelem- wszystko w jednym. Jednak wcale nie jest to korzystne. Strefy tak wrażliwe jak nasze kobiece miejsca intymne, wymagają specjalnej troski. Zdecydowanie częściej od mężczyzn łapiemy infekcje i przeziębiamy pęcherz (sama wiem o tym najlepiej :/).  W torebce zawsze mam chusteczki nawilżające, odświeżające strefy intymne dla większego komfortu. W pracy spędzam 12 godzin więc naprawdę są dla mnie niezbędne, szczególnie podczas takich upałów jakie mamy ostatnio. Dziś opowiem Wam o produktach FEMFRESH, które są dla mnie nowością i zostały mi przekazane do testów. Znajdziecie je w Rossmannie w bardzo korzystnych cenach.

Używanie korektorów nigdy nie było mi za bardzo potrzebne. Nie znaczy to, że moja skóra nie ma żadnych niedoskonałości bo tak nie jest. Mam zaczerwienienia a czasami wyskoczy mi nawet coś niegroźnego jednak nigdy nie robiłam z tego powodu afery i nie kamuflowałam się za wszelką cenę.  Kupiłam ok. 2 lata temu zachwalany korektor z Wibo 4 in 1. Jednak tak ciężkie, stałe konsystencje produktów kolorowych nigdy na mojej suchej skórze się nie sprawdzały. Zamiast ukrywać to uwydatniał drobne zmarszczki i pory. Twarz stawała się ciężka i zmęczona a nie ujednolicona i zdrowa. Po długich latach bez korektora przypadkowo trafiłam na promocję na iperfumy i za ok. 30 zł zamówiłam korektor HolikaHolika Naked Face. Dlaczego ten? Od dłuższego czasu jestem zachwycona kosmetykami azjatyckimi. Aktualnie nie mam żadnego zwykłego, europejskiego podkładu a jedynie dwa kremy BB Skin 79. To mi wystarcza. Uwielbiam je za lekkie konsystencje i przede wszystkim idealnie dopasowane kolory. W naszych drogeriach nie było dla mnie nic odpowiednio jasnego.