Która z nas nie chciałaby być wiecznie młoda? Mieć skóry gładkiej i doskonałej? Nie ja. Pielęgnuję ją właśnie po to aby cały czas, lub jak najdłużej była w szczytowej formie. Ze zmarszczkami nikomu nie jest do twarzy, po za naszymi babciami. Trzeba się będzie kiedyś z nimi zaprzyjaźnić ale jeszcze nie teraz. Dziś przychodzę do Was z recenzją maseczki, która ma odmłodzić i rozświetlić skórę. Zapraszam do czytania. 

Hybrydy to mój ulubiony rodzaj manicure. Nie znoszę zwykłych lakierów bo na moich paznokciach mają baaardzo kiepska trwałość. Zazwyczaj po zmatowieniu płytki i użyciu primera pierwsze odpryski pojawiają się tego samego dnia po wyjęciu z wanny. Moje paznokci są bardzo cienkie i miękkie. Zawsze tak było. To wszystko mogłabym jeszcze znieść i malować paznokcie codziennie gdyby lakiery szybko wysychał. Tak szybko jak reklamują to ich producenci. Podstawową wadą tradycyjnych lakierów jest właśnie wolne wysychanie. Zawsze gdy myślę, że to już i dotykam paznokci, zostaje na nich odcisk mojego palca. Masakra! Po za tym zazwyczaj potrzeba co najmniej dwóch warstw aby krycie było zadowalające. Przy hybrydach te problemy nie występują. Dzisiejszy post znów będzie poświęcony marce, której w ostatnich miesiącach jestem wierna a jest nią Victoria Vynn. Amerykańska marka, która nie dawno weszła na nasz rynek jednak szybko stałą się popularna. 

Świat zapachów to miejsce, w którym doskonale się odnajduję. Uwielbiam poznawać nowe perfumy i powiększać swoją skromną kolekcję.  Naprawdę skromną. Nigdy nie liczy więcej niż 10 flakonów. Są to aromaty wyselekcjonowane. Takie, których nigdy nie kupuję pod wpływem chwilowej zachcianki. Zawsze czekam kilka tygodni, miesięcy i w końcu realizuję swoje marzenia. 

Dafi to marka, która wielokrotnie towarzyszy mi w ciągu dnia. Mam dwa dzbanki filtrujące wodę. Jeden w domu, drugi w pracy. Jestem z nich bardzo zadowolona. Rzadko kupuję wodę butelkowaną, głównie do pica podczas jazdy w samochodzie, szczególnie w upały. Nie dawno rodzina Dafi powiększyła się o butelkę filtrującą, która nie tylko jest bardzo dobrym, podręcznym rozwiązaniem i może być z nami wszędzie ale i wygląda designersko. Dostępna jest w kilku kolorach dziubków i filtrów. Opakowanie zawsze jest to samo- przezroczyste i wykonane z tworzywa sztucznego. Wiele razy widywałam ją na blogach fit a także podobnych do mojego- urodowych.  Oczywiście zapragnęłam ją mieć. Teraz wiem, ze zamówienie jej było doskonały krokiem. Dzbanek w pracy właściwie nie jest mi już potrzebny bo gdy piję wodę zawsze sięgam po tą butelkę. Kolejną jej zaletą jest to, że jestem świadoma tego ile wody w ciągu dnia wypijam. Łatwo to policzyć bo pojemność butelki to pół litra.

Co miesiąc zestaw ShinyBox otwieram z takim samym napięciem, wyczekiwaniem i radością. Często wcześniej wiem co może zawierać, każda z nas snuje jakieś domysły. Emocje zawsze sięgają zenitu. Tym razem po obmacaniu wszystkiego moja radość nie zmalała. W boxie znalazły się kosmetyki, które w większości- po za jednym ze mną zostaną. Pielęgnacja to moja ulubiona kategoria więc zostałam w pełni usatysfakcjonowana .

Ostatnio jestem bardzo zadowolona z kosmetyków pielęgnacyjnych, które stosuję. Są naprawdę wysokiej jakości, dają mi prawdziwą przyjemność podczas używania i przynoszą pożądane efekty. Lubię o siebie dbać i poznawać nowości. Marką, którą nie dawno odkryłam jest Iva Natura. Pochodzi z Turcji i wykorzystuje produkty roślinne występujące w regionie Anatolii tworząc certyfikowane kosmetyki organiczne. Nie dawno pisałam o fantastycznym kremie na dzień, który pokazał mi, że kosmetyk  może być jednocześnie bogaty i dawać matowe wykończenie. Dziś zapraszam Was na recenzję peelingu do twarzy z solą z jeziora Tuz. Zapraszam. 

Inspired by U.R.O.K. jest ekstraboxem jednak kosztuje tyle samo co standardowe pudełko Shinybox tzn. 49 zł. Ta edycja przeznaczona jest dla świadomych kobiet z charakterem. W tym miesiącu opis rzeczywiście oddaje naturę zawartości. Znalazły się w nim produkty, które każda z nas używa na co dzień oraz coś ekstra. Dziś chcę podzielić się z Wami minirecenzjami, po krótkich testach. Zapraszam.

Od zawsze mam problemy z krążeniem. Marzną mi dłonie i stopy. W pracy często kilkanaście godzin spędzam w pozycji siedzącej ponad to w szpilkach. Moje nogi nie mają łatwo. Ciężkość i opuchlizna to bolesny standard. Mój tata już trzykrotnie przechodził zabieg usuwania żylaków. Moje jeszcze nie są bardzo mocno widoczne ani wypukłe. Naprzeciw takim osobą jak my marka Veera stworzyła linię produktów leczniczych unisex o różnych  stopniach ucisku. W asortymencie tej firmy są podkolanówki, pończochy i rajstopy, w różnych rozmiarach i kolorach. Miałam okazję je testować i dziś chcę się z Wami podzielić opinią o nich. Zapraszam.  

Bardzo długo nie zwracałam uwagi na swoje brwi. Nie robiłam z nimi nic po za delikatną regulacją. Nie mają skłonności do rozrastania się. Nie łączą mi się na nosie.  Przeciwnie. Są mało widoczne, jasne i rzadkie. Po założeniu bloga, mając częstszy kontakt w internecie ze stronami beauty zaczęłam zwracać uwagę na brwi i podkreślać je. Na początku ciemnobrązowym matowym cieniem, z palety której nie używałam już do oczu. Miałam także przygodę z henną oraz mascarą. Obecnie używam naturalnego zestawu do brwi Lily Lolo i jest to pierwszy kosmetyk, który w pełni realizuje moje oczekiwania.

Choć szata graficzna sklepu ivanatura.pl jest bardzo słowiańska marka tworząc swoje produkty inspiruje się nie Polską a Turcją a dokładniej regionem Anatolii. Wykorzystuje naturalne piękno rosnących tam roślin by stworzyć kosmetyki organiczne o wyjątkowych cechach. Podczas poszukiwań nowych ekologicznych marek trafiłam właśnie do Iva Natura. Okazało się , że składy kosmetyków rzeczywiście są przyjazne i naturalne. Tym właśnie marka zdobyła moje zaufanie. Postanowiłam zamówić lekki krem na dzień oraz peeling. Dziś opowiem Wam o kremie nawilżającym. Zapraszam.

Korektory to produkty, które przez większość swojego życia uważałam za zbędne w mojej kosmetyczce. Zawsze wiedziałam, że nikt nie jest idealny a z pewnymi mankamentami urody trzeba sobie poradzić. Z drugiej jednak strony nie mam problemów z mocnymi przebawieniami, wypryskami czy bliznami. Moja skóra ma się dobrze. Gdyby sprawa wyglądała inaczej na pewno zmieniłoby mi się także podejście. Obecnie mam 3 korektowy i każdy jest inny. Od lekkiego pod oczy, po cięższy kremowy aż do zielonego mineralnego z Lily Lolo, o którym Wam dziś opowiem.
Witajcie. Normalnie nie pokazuję Wam swoich nowości kosmetycznych, które przychodzą do mnie od firm jednak dla Nova Kosmetyki postanowiłam zrobić wyjątek. Wszystko za sprawą ilości produktów jakie dostałam do testowania, uroczego sposobu zapakowania oraz mojej ogólnej ekscytacji nimi. Trzy kosmetyki wybrałam sobie sama a dwa to nadprogramowa niespodzianka, z której bardzo się cieszę.

Czasami sięgam po kosmetyki teoretycznie przeznaczone dla dzieci. Jeśli coś jest dedykowane delikatnej i bardzo wymagającej skórze bobasów to z dużym prawdopodobieństwem sprawdzi się i u mnie. Oleje i bogate masła stosuję o każdej porze roku. Moje ciało jest jeszcze bardziej skłonne do przesuszeń niż twarz więc muszę intensywnie i regularnie je pielęgnować. Dziś opowiem Wam o oliwce Equilibra, która zawiera aż 99% składników naturalnego pochodzenia i właśnie tym mnie skusiła.

INSPIRED BY U.R.O.K. to box, który od 3 miesięcy pojawia się regularnie. Zauważyłam, że jego zawartość jest często znana, inaczej niż przy ShinyBoxie (bo gdy zostaje odkryta zestaw jest już przeważnie wyprzedany). Pudełka nie musimy zamawiać w ciemno. Omija nas niespodzianka i element zaskoczenia ale także ewentualne rozczarowanie. Możliwa jest także dłuższa subskrypcja. Inspired by U.R.O.K. jest ekstraboxem jednak kosztuje tyle samo co standardowe pudełko Shinybox tzn. 49 zł. Ta edycja przeznaczona jest dla świadomych kobiet z charakterem. W tym miesiącu opis rzeczywiście oddaje naturę zawartości.
Podstawą pięknego wyglądu jest zdrowa skóra. Zawsze było to dla mnie oczywiste. Największy nacisk odkąd pamiętam  kładłam na pielęgnację co widać po wpisach na tym blogu. Nie zdarzyło mi się pójść spać w makijażu czy z niepokremowaną twarzą. Mam 29 lat i zadbaną skórę. Dzięki temu moja kolorówka może ograniczać się do kilku kosmetyków. Cenię sobie naturalność. Uwielbiam lekkie kremy bb a od niedawna także produkty mineralne. Sypkie pudry z ekstremalnie krótkim składem dają piękny, naturalny efekt ale trzeba umieć je nakładać. Obrazują  aktualną kondycję skóry. Więc jeżeli będzie ona niedostatecznie nawilżona, szorstka, podkład nie będzie prezentował się idealnie. Pierwszym krokiem więc jest pielęgnacja.

Wpisu tego typu jeszcze chyba na moim blogu nie było. Przeważnie używam produktów ze średniej półki cenowej. Rzadko sięgam po tanie kosmetyki bo rozczarowanie przy nich zdarza się często. Nie stać mnie na używanie jedynie produktów premium więc oscyluję pośrodku. Dziś mam dla Was porównanie dwóch zupełnie różnych gąbek do makijażu. Obecnie używam pędzli jedynie do konturowania, pudru oraz kosmetyków mineralnych. Kremy BB nakładam wyłącznie jajeczkami. 
Zapach White Musk zamówiłam zupełnie w ciemno. Kierowałam się wyłącznie przeczytanymi opisami i opiniami o tej wodzie perfumowanej w internecie. Teraz rozumiem wszystkie zachwyty i  w pełni je podzielam. Tesori d`Oriente to wody dla kobiet, mężczyzn oraz unisex. Marka oferuje także szeroką gamę kosmetyków umilających kąpiel takich jak płyny, mydła oraz żele. Powstała stosunkowo niedawno bo pierwszy zapach wypuszczono w  2010 roku.  To włoska firma, która swoimi orientalnymi aromatami przenosi nas w daleki wschód. Dziś chcę Wam przybliżyć mojego najnowszego ulubieńca perfumowego oraz płyn, który jest jego dopełnieniem. Zapraszam.

Pielęgnacja skóry dłoni jest dla mnie niezwykle ważna. Nie jest to moje widzimisię ale konieczność. Mam dłonie, które bardzo szybko reagują na zmianę temperatury i wilgotności powietrza. Wiele środków chemicznych np. płyny do mycia szyb wywołują u mnie alergię podobną do poparzenia. Nie potrafię nauczyć się korzystania z rękawiczek podczas mycia nauczyć lub innych domowych porządków. Często niestety kończy się to silnym przesuszeniem i bąblami wypełnionymi płynem. Nie żartuję.