Moja walka

By sierpnia 13, 2020 ,

Od kilku lat prowadzę nierówną walkę z permanentnym, silnym bólem. Szukałam pomocy na własną rękę chodząc na wizyty prywatne do różnych specjalistów. Przyjmowałam serie zastrzyków przeciwbólowych i witaminowych. Jeździłam na msze dla chorych prosząc o uzdrowienie ( i nadal będę to robić). Korzystałam z medycyny tybetańskiej, akupunktury, zielarki, biorezonansu itp. Dopiero w październiku 2019 r. poznałam diagnozę gdy dwukrotnie, półprzytomna trafiłam do szpitala. Za pierwszym razem był to zastój moczu, a za drugim wycięcie torbieli z jajnika, która mimo przyjmowanych leków na jej wysuszenie, w krótkim czasie urosła z 5 cm. do niemal  10cm. Myślałam, że to koniec całej tej złej passy, która uniemożliwiła mi życie. Mając 32 lata nigdy nie miałam regularnych miesiączek, (pojawiały się co kilka miesięcy) ale usłyszałam, że taka moja natura od trzech niezależnych ginekologów, którzy wykonywali mi regularnie badania usg. Uwierzyłam im.


Nawet przyjmowanie  silnych leków przeciwbólowych na receptę nigdy nie sprawiło, że czułam się całkowicie dobrze. Na zabieg czekałam odliczając każdy dzień tak jak dzieci czekają niecierpliwe na urodziny, Mikołaja czy wakacje. W końcu nadszedł 24 października 2019r. Pojawiłam się na szpitalnym oddziale  a następnego dnia został wykonany zabieg. Średnio zniosłam narkozę ale byłam bardzo szczęśliwa. Czułam, że zaczynam nowe życie. Wtedy nie wiedziałam, że będzie jeszcze gorsze od poprzedniego. Na sali pooperacyjnej spędziłam dobę po czym zostałam wypisana. Przez pierwsze dni byłam jeszcze bardzo słaba i nieco obolała ale szczęście mnie przepełniało. Skończyło się także wykończenie mojego mieszkania więc przystąpiłam do sprzątania i przeprowadzki.
Po kilku dniach odebrałam wypis z opisem operacji, który był bardzo zdawkowy i nie wzbudził moich zastrzeżeń. Prawdziwy szok przeżyłam czytając wynik histopatologiczny. O endometriozie wiedziałam tyle co przeciętna kobieta. Zawsze brzmiało to groźnie ale nie zagłębiałam się w temat bo myślałam, ze mnie nie dotyczy. Wszystko się zmieniło tego dnia gdy odebrałam wynik- endometrioza III stopnia, głęboko naciekająca i adenomioza. I czy II stopień przyjęłabym ze spokojem ale od razu trzeci? To było dla mnie zbyt dużo. Jeszcze na szpitalnym korytarzu zrobiłam reacher i poczułam się strasznie słabo. Zrezygnowałam z konsultacji ze szpitalnym ginekologiem, który mnie operował. Byłam przerażona. Uciekłam. Wtedy zrozumiałam, że to się nigdy nie skończy, a ból będzie towarzyszył mi już zawsze, niezależnie od cyklu.
Zapisałam się do kilku ginekologów w okolicy aby dowiedzieć się co o tym myślą i jakie leczenie proponują. Wszystkie zdania były podobne. Będzie bolało i nic więcej na NFZ nie da się zrobić. Można usunąć ogniska endometriozy ale prywatnie w Medicover w Warszawie, Medicus we Wrocławiu i Miracolo w Dortmundzie. Fundusz zdrowia przeznacza na jednorazową operacje chorób kobiecych ok 2,5 tys. zł. w moim przypadku koszt zabiegu  w jednej z tych prywatnych klinik to kilkadziesiąt tysięcy zł. nie dziwę się więc władzom szpitali, że nie robią takich poważnych operacji- skazywaliby siebie na wieczne zadłużenie. Co zatem mogą zrobić na NFZ? Wyciąć wszystko co objęte chorobą: jajniki, macicę, przeprowadzić resekcję jelita i wstawić stomię. Nie wiem tylko co z pęcherzem bo tam i na moczowodach także znajduje się moja ENDOmenda. Stąd właśnie zastój moczu, który był najgorszym bólem jaki w życiu przeżyłam i trwał 4 dni, mimo nieustająco kapiącej kroplówki. Nigdy nie przestanę żałować, że zrezygnowałam z proponowanego mi cewnika. (Jeśli ktoś chce wam założyć cewnik- bierzcie, zawsze! )Do tego dochodzą więzadła krzyżowo- lędźwiowe. Podejrzewam także płuca ale endometriozy w tym miejscu nie mam udokumentowanie bo nie robiłam tomografii ani rezonansu.
Dlaczego o tym teraz piszę? Chyba dlatego, że powoli przestaję czuć wstyd, że jestem chora. Powoli dociera do mnie, że to nie jest moja wina, że po prostu trafiło na mnie. I lepiej, że przydarzyło się to mnie- samotnej kobiecie lat 33 (dziś kończę- to urodzinowy wpis), niż np. mojej siostrze, młodej mężatce starającej się o pierwsze dziecko. Ja go na pewno mieć nie będę. Faceta być może też nie bo trudno jest drugą osobę obarczyć takimi problemami. Staram sobie radzić z nimi sama. Zamówiłam pieska z hodowli, który pojawi się jesienią i ukoi moje smutki. Wprowadzi trochę radości i wypełni moją potrzebę sprawowania opieki, troszczenia się o kogoś/ coś na co dzień.
Skarbnicą wiedzy lepszej niż ta przekazywana od lekarzy choć bardziej ogólną są grupy na FB, do których należę. Okazało się, że nie jestem odosobniona choć to wcale nie jest pocieszające. Świadomość, że tak wiele kobiet cierpi i jest skazana na samotną walkę, zbieranie funduszy na operację jest przytłaczająca. Co z tego, że przejdziemy jedną, drugą, piątą czy dziesiątą operację usunięcia ognisk endometriozy?  Na chwilę przestanie boleć lub ból będzie mniejszy- to wszystko. Rekordzistki przeszły kilkanaście operacji! Po każdej pojawiają się nowe zrosty i endo wraca. W najgorszych momentach, gdy ból mnie rozrywa myślę sobie aby się tego wszystkiego pozbyć. Życie bez bólu może być lepsze niż życie z nim i macicą.
Historie ENDOsióstr mrożą krew w żyłach. Czytanie ich zawsze kończy się nieprzespaną nocą i wylewanymi łzami. Jak ja Was rozumiem dziewczyny! Myślałam, do niedawna, że medycyna w XXI jest bezradna tylko wobec zaawansowanego raka. Okazuje się, że nie tylko. Endometrioza to rodzaj nowotworu, który jest gorszy od raka leczonego chemioterapią czy naświetlaniem. Dlaczego? Bo nie jest leczona! Przynajmniej nie tak jak być powinna. Jesteśmy chore a musimy pracować w biurach, sklepach, magazynach, przy produkcji. Zwijamy się z bólu ale musimy wykrzesać z siebie resztki siły aby zarobić na kolejną prywatną wizytę u ginekologa, onkologa, urologa, gastrologa itp. To nie godne naszej rozwiniętej cywilizacji!
Jakie są moje plany na najbliższe dwa lata? Mam nadzieję, ze nadal będę miała obecną pracę bo muszę zarobić na operację. Kolejną ale pierwszą prywatną. W internecie popularne są zbiórki i to jest największa porażka służby zdrowia. Serca pęka gdy ma się świadomość, że kobiety zwijają się z bólu dlatego, ze nie są w stanie odłożyć pieniędzy na operację. Takie przypadki powinny byś załatwiane niemal od ręki w państwowych szpitalach. Ja sobie poradzę. Dalej będę jeździć swoim 23 letnim Passatem ale uzbieram potrzebną kwotę. Prowadzę firmę, płacę podatki i nie korzystam od lat z przychodni i lekarzy na NFZ. Doproszenie się o podstawowe badania krwi graniczyło z cudem. Za wszystkie płacę sama. I nie, nie są to małe pieniądze.
Czego się boję? Tej choroby. Tego, że kiedyś całkowicie uniemożliwi mi życie. Nie pojawiam się na ślubach, weselach, grillach, dłuższych spotkaniach towarzyskich. Jestem nadwrażliwa na bodźce zewnętrzne. Ból o umiarkowanym nasileniu czuję cały czas w podbrzuszu(- brzuch jest jak balon- ogromny). Pojawiają się jednak ataki, które mnie paraliżują. Znów są co raz częstsze. Jedyną pozycją, która wtedy wchodzi w grę jest ta leżąca. Rodzina wie niewiele, ta bliższa prawie nic. Myśli, że już jestem zdrowa po tych szpitalach. Dobrze jest mieszkać samemu. Można udawać, że wszystko jest ok.
Co z otoczeniem? Ludzie w pracy są fantastyczni. Większość, która widzi mnie na co dzień i po mojej minie wie co się dzieje. Nie muszę już nic tłumaczyć. Swoje obowiązki przez większość czasu mogę wykonywać nawet na półleżąco. Pozycja siedząca to jedna z najgorszych przez ucisk, który czuję. Wszystko jest ze sobą zrośnięte: jajniki, macica, jelito, pęcherz.  To co czuję zrozumie jednak tak naprawdę jedynie druga kobieta w takiej samej sytuacji.
Dieta. Przy tej chorobie jest bardzo ważna. Podobno może wpłynąć na ból, łagodzić go. Tu zaliczam całkowitą porażkę. Jestem zablokowana i nie umiem się przestawić. Piję kawę, czasami trochę wina, słodycze i węglowodany to moja zmora. Dieta powinna być przeciwzapalna. Być może skontaktuję się z jakimś dietetykiem, który popchnie mnie we właściwym kierunku. Miałam epizody gdy chudłam po kilkanaście kg. Teraz gdy odmawiam sobie kawałka pizzy czy loda czuję się całkowitą ofiarą nie mającą w życiu kompletnie żadnych przyjemności. To wszystko jeszcze bardziej o ile to możliwe dołuje.
Zaczęłam pisać o oleju CBD z Purehemp.pl, który jest mistrzem w łagodzeniu bólu i poprawia egzystencję ale poszło to zupełnie w innym kierunku, który nie był przeze mnie zamierzony. Niemal samo się napisało, prawie bez emocji. Skoro już wspomniałam o oleju to muszę także o ziołach ojca Klimuszko i innych, które piję. Każdy z lekarzy powiedział, że ok. mogę pić je nadal bo mają przeciwzapalny skład. Po za tym oczywiście jestem na lekach. Mimo hormonalnej menopauzy czuję, że torbiele wróciły. Czy moje przypuszczenia są prawdziwe okaże się niebawem na usg. Torbiele to jednak najmniejszy problem... Bardzo dużo nadziei i siły dają mi msze o uzdrowienie, w których uczestniczyłam kilkukrotnie przed wirusem w Sanktuarium w Oborach. Cudowne, mistyczne miejsce Obrzędy trwają niemal cały dzień. Polecam. Bardzo dziękuję Dorotce za madnale z intencją uzdrowienia. Aktualnie mam ją przy łóżku na szafce nocnej aby jej energia była bliżej mnie. Głęboko wierzę, że istnieje moc, która może wszystko zmienić i o wszystkim decyduje.


Jestem chora i źle mi z tym ale tak już zostanie. Mam endometriozę głęboko naciekającą III stopnia i adenomiozę. Do tego cały wachlarz chorób towarzyszących, które mają dla mnie poboczne znaczenie bo nie wywołują bólu, który mnie obezwładnia. Sama nie zdecydowałam o chorobie, nie mam na nią wpływ Nikt by sobie nie wybrał takiego życia...
Bądźcie zdrowe ale badajcie się. Jeśli coś Wam dolega to  dociekliwość jest wskazana. Jeśli same o siebie nie zadbamy to nikt inny tego za nas nie zrobi ja jestem tego najlepszym przykładem. Powodzenia. 

ZOBACZ TAKŻE

40 komentarze

  1. podziwiam Ci za ogromną siłę do walki i odwagę aby pisać o chorobie, mam nadzieję, że wyrzucenie z siebie całego bólu i niepewności w jakimś stopniu Ci pomoże. Życzę Ci przede wszystkim zdrowia, wiem że to choroba nieuleczalna, ale mam nadzieję, że z czasem uda Ci się złagodzić jej skutki

    OdpowiedzUsuń
  2. Wielki szacunek dla Ciebie, że poruszyłaś ten temat w sieci! Życzę Ci, żeby ból choć w jakimś stopniu zmalał, mogę tylko sobie wyobrażać co czujesz... Bądź silna i co ważne nie skreślaj swojego życia prywatnego, jeszcze trafisz na osobę, która zaakceptuje Twoją chorobę i będziecie szczęśliwi, tego również Ci życzę! Jesteś młoda i piękna!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mi przykro, że Ciebie to spotkało, bo jesteś fantastyczną osobą. Podziwiam Cię, że to wszystko znosisz. Jeśli zbierasz na operację, to pomysł o zbiórce na siepomaga.pl. Na świecie jest tyle ludzi, którzy nie stronią od pomocy, więc może to przyblizyłoby Cię do celu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Natko. wiem, że są takie strony ja jednak póki co nie zamierzam z nich korzystać. Być może kiedyś się to zmieni jednak sama wolałabym o siebie zadbać.

      Usuń
  4. Nie wiem, jak skomentować ten post. Łzy same napływają do oczu, gdy czyta się o takim cierpieniu, a mimo wszystko bije od Ciebie duży spokój. Gdybyś jednak rozważała zbiórkę np. właśnie na siepomaga.pl to chętnie pomogę w jej udostępnieniach. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin... przede wszystkim dużo zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
  5. kochana trzymaj się, bardzo Ci współczuję...

    OdpowiedzUsuń
  6. Życzę Ci dużo zdrowia i siły Żanetka :) Ból bywa straszny i tylko mogę sobie wyobrażać co w danej chwili czujesz.. Fajnie też, że uczestniczysz w takich mszach o uzdrowieniu. Wszystkiego najlepszego w dniu urodzin, niech będzie on pięknym dniem dla Ciebie i przyniesie dużo uśmiechu :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Boże Drogi Kochana, pamiętam jak jesienią pisałaś o operacji, myślałam że wszystko poszło dobrze i już uporałaś się z problemem...Jakie to życie jest niesprawiedliwe! Piękna cudowna kobieta i musisz tak cierpieć...Wierzę głęboko i będę się gorąco modlić o to abyś tego bólu miała jak najmniej, abyś uzbierała na operację i dała Ci ona ulgę! Trzymaj się dzielnie, jesteśmy z Tobą, bardzo żałuję że dobre myśli nie przynoszą uzdrowienia, bo wiele osób Cię lubi/kocha. <3 Trzymaj się i wszystkiego najlepszego z okazji Urodzin, mnóstwo dobrych myśli od nas leci do Ciebie <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciężko komentuje się taki post.. Bardzo współczuję i podziwiam Cię, bo jak pisały dziewczyny wydaje się, że bardzo dzielnie to znosisz. Dużo, dużo zdrowia i siły! Trzymaj się dzielnie ♥

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Naprawdę z całego serca życzę Ci mnóstwo zdrowia i siły, szczególnie teraz <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Chyba nic innego, nie warto pisać, niż zdrowia i jeszcze raz zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
  12. Popłakałam się czytając ten wpis... Ja doświadczam też bólu, prawie cały czas. Diagnoza o endometriozie była jak wyrok! Nadal szukam dobrego lekarza, stosuję zioła, konopny olej, ale unikam póki co tabletek z hormonami. Cóż mogę Ci życzyć kochana. Mnóstwo zdrowia, żeby to cierpienie się skończyło, i było coraz lepiej. Dziękuję Ci też za wspomnienie o mnie, jestem wzruszona i wierzę że wszystko będzie dobrze. Myślmy w kategoriach energii, częstotliwości i wibracji jak powiedział Tesla. Wszystko jest energią i niech pozytywna fala odbija się w naszej przestrzeni jako miłość i zdrowie. Pozdrawiam Cię cieplutko i jestem myślami cały czas z Tobą ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  13. Boże, współczuję... Jesteś bohaterką!

    OdpowiedzUsuń
  14. Zastój moczu... najgorszy ból, ja miałam przy kamicy nerkowej - nie życzę nikomu takiego bólu! Kochana nic innego nie mogę napisać, jak zdrówka i dużo siły. Trzymaj się ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ogromny szacunek kochana i trzymam mocno kciuki aby bylo coraz lepiej <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Trzymam za ciebie kciuki mam nadzieję, że z biegiem postepow medycznych da sie to jakos ujarzmić

    OdpowiedzUsuń
  17. dzielna, kochana Żanetko! Nawet nie wiesz jak trzymam mocno kciuki za Ciebie, aby to paskudztwo odeszło w niepamięć! Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  18. Jest to przykre jak młody człowiek znaga się z chorobami. Życzę cie abyś nie poddawała się. Zdrowka....

    OdpowiedzUsuń
  19. Przykro mi strasznie :( Naprawdę. Życzę Ci jak najwięcej zdrówka!

    OdpowiedzUsuń
  20. Przeczytałam cały ten wpis i jestem szoku. Będę pewnie jeszcze myśleć o tym parę dni. Ale do razy przyszła mi na myśl moja znajoma , która kiedyś skarżyła sie na tą przypadłość. Chodziłam do niej robić jej manicure w domu. Często narzekała na ból. Miała problem z zajściem w ciąże. W końcu doczekała się dwóch córek, ale po jakiejś terapii ziołami i dietą.
    Ona nadal dużo pracuje, jest pracoholiczką. Ale teraz domyślam się, że pewnie też może zbierać na operacje prywatnie. Jednak nie można kogoś oceniać powierzchownie.
    Tobie życzę wytrwałości i cudu... jeśli wierzysz, to taki może się też przydarzyć. Wiara góry przenosi.

    OdpowiedzUsuń
  21. Długo zastanawiałam się co Ci napisać, twój wpis mnie wstrząsnął. Zawsze, kiedy dowiadujemy się o jakiejś chorobie, pada pytanie, dlaczego ja? Kiedyś nikt nie słyszał o tej chorobie, myślę, że nasze mamy, babcie, borykały się z problemem nierozwiązanym. Przykre to i bardzo Ci współczuję. Mnie latami bolała głowa, codziennie, raz mocniej, raz słabiej, nie raz lądowałam na Sorze pod kroplówką. Po 6 latach wyjętych z życiorysu, po nagłej chorobie i śmierci mojej mamy, synowie zmusili mnie być zaczęła coś z tym robić, bym nie umarła tak szybko jak babcia. I co się okazało, że moje bóle głowy pochodziły z roztrzaskanych dysków szyjnych. Jeszcze dwa lata borykałam się z bólem, diagnozowanie, rezonansy, tomografie, strasznie długo to u nas trwa. Ale po operacji kręgosłupa szyjnego i wstawieniu implantów dysków, odzyskałam normalne życie.
    Mam nadzieję, że w Twoim przypadku, operacja też Ci pomoże, tego Ci życzę z całego serca. Jesteś w wieku mojego młodszego syna. Z okazji urodzin życzę Ci dni bez trosk i bólu, uśmiechu i życzliwości otaczających Cię ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  22. Bardzo współczuję choroby, przykro mi że musisz przez to przechodzić. Dobrze, że masz siłę do walki i dużo optymizmu w życiu mimo wszystko. Życzę dużo zdrówka!

    OdpowiedzUsuń
  23. Jeju, bardzo Ci współczuję, ale pamiętaj, że masz wsparcie od nas! Jest taka blogerka kocipunktwidzenia.pl, ona też ma tą chorobę i pisze o niej posty.
    Nie mam pojęcia jak pomóc, jedyne co, to trzeba nauczyć się zyć z tym. Może pomogłaby Ci wizyta u psychologa? Co do znalezienia faceta to nigdy nie wiadomo, ja wierzę, że są chłopacy, którzy by to zaakceptowali, ale nic na siłę, teraz ważne żebyś zajęła się sobą.
    Przytulam i życzę jak najmniej bólów <3

    OdpowiedzUsuń
  24. Z calego serca Ci wspolczuje, choc to pewnie za malo. Zadne slowa nie sa w stanie wyrazic tego jak mi przykro, ze Cie to spotkalo. To niesprawiedliwe, ze czlowiek musi walczyc o zdrowie, odkladac ostatnie pieniadze, zeby po prostu moc zyc. Trzymam z calego serducha za Ciebie kciuki, jestes wspaniala uwierz mi i silna jak malo kto!

    OdpowiedzUsuń
  25. NIewiele wiem o endometriozie, natomiast cieszę się, że poruszyłać ten temat, choć domyślam się, że to bardzo trudny.

    OdpowiedzUsuń
  26. Pamiętam jak rozmawiałam z Tobą o tej chorobie i strasznie Ci współczuję. Masz rację - jeśli coś tylko zaczyna się dziać, trzeba działać - ja olewałam pewne rzeczy i dziś również mierzę się z ciężką chorobą, a raczej dwoma - z którymi niestety będę musiała żyć już do końca swoich dni. Trzymam za Ciebie kciuki i będę się modliła w Twojej intencji.

    OdpowiedzUsuń
  27. Jesteś bardzo dzielną i mądrą Kobietą. Bardzo mi przykro, że cierpisz, a nasz nieudolny system opieki zdrowotnej nie jest w stanie Ci pomóc. Nie poddawaj się, nie rezygnuj z marzeń bo Wiara czyni cuda - zawsze o tym pamiętaj. Przytulam Cię mocno do serca i życzę zdrowia ♥️

    OdpowiedzUsuń
  28. Kochana, przykro mi że spotkało cię coś takiego. Wiedz że jestem z tobą całym sercem. Sama przeżyłam piekło i niestety przeżywam je cały czas. Wiem, co to znaczy ból. Jednak nie należy się poddawać i za wszelką cenę walczyć o swoje zdrowie.

    OdpowiedzUsuń
  29. Jesteś dzielną i silną kobietą, która już tak wiele przeszła. Przykro mi, że Ciebie to spotkało, ale najważniejsze, że się nie poddajesz. Trzymam za ciebie mocno kciuki i życzę zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
  30. Bardzo wiele kobiet choruje na endometriozę i smutne jest to, że połowa o tym nie wie... Powiem szczerze, że sama w październiku trafiłam na stół operacyjny z torbielą jajnika, wydawało mi się, że wszystko będzie już dobrze... Niestety chodzę regularnie do lekarzy bo jest coś nie tak, a oni rozkładają ręce i mówią "nie widzę przyczyny"... Sama podejrzewałam u siebie endometriozę, bo większość objawów mam. Ale skoro u Ciebie wyszło to w badaniu histopatologicznym to pewnie i u mnie by tak było.
    Zdrówka kochana! Musisz być silna i walczyć z tym! <3

    OdpowiedzUsuń
  31. O kurcze ... Czytałam z ogromnym smutkiem. Wiele razy czytałam o endometriozie ale nigdy od tak szczegółowej strony :( Mam nadzieję, że znajdziesz jakieś ukojenie :(

    OdpowiedzUsuń
  32. ehh życie to szmata.. trzymaj się, ja będę trzymać kciuki, żeby było lepiej. Nie chce mi się wierzyć ile jest lekarzy, którzy mówią na jakieś objawy "taka natura" (też na takiego trafiłam).

    OdpowiedzUsuń
  33. Bardzo Ci współczuję, trzymam kciuki, żebyś wróciła do zdrowia

    OdpowiedzUsuń
  34. To okropne jak wiele z nas teraz na to choruje i mało kto zrozumie jak to jest fizycznie i mentalnie męczące :/ Też usłyszałam, że widocznie taka moja natura i nic się nie da zrobić...ciągle zabiegi, operacje, leki... a organizm ma już momentami dość. Trzymaj się mocno ♥

    OdpowiedzUsuń
  35. Żaneta, czytałam już w dniu publikacji i doskonale Cię rozumiem. Zrozumie tylko ten, kto również zmaga się z bólem. Ale nie damy się.

    OdpowiedzUsuń
  36. Trzymam za Ciebie kciuki! Nie wiedziałam, że tak cierpisz.. Moja koleżanka od kilku lat zmaga się z endometriozą, więc wiem jaki ciężki okres przechodziła.Jedna operacja jej pomogła, ale potem znowu ją bardzo bolało, więc zrobili jej drugą (wyproszoną). Teraz czuje się dobrze, ostatnio mnie odwiedziła szczęśliwa. Z tym, że mieszka w Niemczech..W Polsce nie chciano jej pomóc..Tam ma łatwiej..

    OdpowiedzUsuń
  37. Pamiętam jak kilka miesięcy temu rozmawiałyśmy i to ty mnie pocieszałaś i podnosiłaś na duchu, a sama przechodzisz takie coś. Strasznie mi przykro, nie wiem co powiedzieć. Trzymam za Ciebie kciuki i mam nadzieję, że ból odpuści a ty znajdziesz szczęście

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i zamieszczony komentarz. Jeśli masz blog, na pewno do Ciebie zajrzę.