Wodoodporny wibrator :)

By kwietnia 26, 2013


Od producenta: 
To prawdziwa rewolucja w malowaniu rzęs. Zasilana baterią szczoteczka gwarantuje doskonałe pogrubienie, wydłużenie i rozdzielenie rzęs, dodając im prawdziwie spektakularnego rozmachu. Jej sile nie oprą się nawet krótkie, słabe i rzadkie włoski, gdyż pulsujące 7000 cykli na minutę (żywotność baterii to 130 dni) fale pozwalają na precyzyjne naniesienie tuszu zawsze i w każdej sytuacji.
Kosmetyk nie rozmazuje się i zapewnia nienaruszony, perfekcyjny makijaż przez cały dzień. Dostępny w 2 odcieniach. Cena ok 30zł.
Kupując go nawet nie wiedziałam, że ma opcję wibracji.


Gdy pierwszy raz skorzystałam z tej funkcji szczoteczka wylądowała w moim oku. Pulsowanie jest delikatne ale dla mojej niewprawionej ręki to była nowość. Teraz idzie mi znacznie lepiej.

 Efekt z użyciem wibracji i bez niej jest bardzo podobny. Z jej użyciem szczoteczka ładniej rozczesuje rzęsy. Czerń jest głęboka. Rzęsy wyglądają naturalnie. 
Nadaje się do pracy, szkoły, na dzień.




Myślę, że nazwanie tego tuszu wodoodpornym jest jakąś pomyłką. 
Używam go na co dzień na zmianę z tusze loreal telescopic.
Bajer z wibracją po kilku godz odbija się pod oczami i stąd rzeczywiście trudno go usunąć nie psując przy tym makijażu. 

Przed użyciem tuszu radziłabym nanieść sporą ilość korektora pod oczy i zmatowić to miejsce pudrem. Wystąpi mniejsze prawdopodobieństwo wędrowania tuszu. 

Czy go kupię ponownie? Na pewno nie, na rynku jest bardzo dużo świetnych tuszy w lepszej cenie.
A co Wy o nim myślicie? Używałyście podobnych tuszy?

Pozdrawiam.


ZOBACZ TAKŻE

49 komentarze

  1. Cóż za intrygujący tytuł posta he he ;-) Ciekawy ten tusz i w sumie niezbyt drogi, wypadałoby wypróbować ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można go kupić jeszcze taniej, ja w zeszłym roku znalazłam go w TK Max za 17zł

      Usuń
  2. Nigdy jej nie miałam... dwa nigdy na nią nie zwróciłam uwagi ;D a z tego co wiem już jaaakiś dobry czas jest na rynku

    OdpowiedzUsuń
  3. no nie wiedziałam że jest taki tusz;D bajera bardziej niż faktycznie spektakularny efekt fajnych rzęs

    OdpowiedzUsuń
  4. A to wymyślili... Jakoś mnie te wibracje nie przekonują. Chyba bardziej ufam swojej wprawionej dłoni. Poza tym jak widać płacimy za bajer a nie za jakość produktu. Dla mnie dobry tusz to taki, po użyciu którego nie muszę co chwila przeglądać się w lustrze i martwić o to czy przypadkiem nie odbił się na górnej lub dolnej powiece...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z tym. Po nałożeniu tuszu do rzęs nie chcę się martwić, że mi się odbije gdzieś na skórze.
      Wibracja TAK!! ale nie w tuszu do rzęs;-)
      Proponuje wyłączyć 'moderowanie komentarzy'- ale to tylko moja luźna rada.

      http://fasterbetternicer.blogspot.co.uk

      Usuń
  5. Ojej... ja w takim razie także nie zakupię tego tuszu :/

    pozdrawiam i obserwuję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, w takim razie polecam Ci wypróbować Mythos ;)

      Usuń
  6. hehe z wibratorem to jeszcze nie widziałam :D Maybelline to moje ulubione tusze,ten ma szczoteczkę w takim kształcie jak lubię więc może się skuszę...pomyślę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Skoro odbija się, to może dla mnie nie istnieć. Przez ponad miesiąc męczyłam się z The Rocket i mam dość. Teraz zgęstniał i jest w miarę ok. Ale i tak to go dyskwalifikuje, żaden tusz nigdy mi się nie odbijał... kilka razy w ciągu dnia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wcześniej nie spotkałam jeszcze tego tuszu :O Szkoda ,że się odbija pod oczami :(


    W wolnej chwili zapraszam do mnie na news:*

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo kontrowersyjny tytuł posta ;)
    Nigdy nie miałam ani nie słyszałam o tym tuszu, ale raczej się nie skuszę. Najwyższa kwota, jaką jestem w stanie wydać na tusz to 25zł :) A moje rzęsy i tak będą dobrze wyglądały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na to samo zwróciłam uwagę - tytuł :)

      Usuń
  10. Zaciekawił mnie tytuł posta;) a ta wibracja dla mnie to zbędny gadżet, skoro i tak pozostawia ślady pod oczami ;/

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziękuję bardzo za miłe słowa, tak jestem z Lipna ;-)
    z tuszem nie miałam nigdy styczności, ale dobrze przeczytać recencję na przyszłość ;-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak dla mnie to raczej zbędny gadżet ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Głowa konia to właśnie takie jedno moje dziwactwo

    Co do tuszu, który recenzujesz... Czego to ludzie nie wymyślą. A dla mnie, jako dla zwykłej użytkowniczki maskary, każda daje praktycznie identyczny efekt i nie widzę różnicy pomiędzy produktami różnych marek.

    OdpowiedzUsuń
  14. nie próbowałam, ale brzmi całkiem ciekawie. mi żaden tusz nie zostawiał śladow pod powiekami w czasie dnia, nawet z tych najmniej firmowych, dziwne.

    OdpowiedzUsuń
  15. O kurde ale fajne ...super brzmi:)
    Zapraszam do siebie:*

    OdpowiedzUsuń
  16. Niezły gadżet, szkoda że się nie sprawdza. Polecam tusz Maybelline One by One:)
    Obserwuję.

    OdpowiedzUsuń
  17. ale ciekawostka fajna:)nie wiedziałam że jest wibrujący tusz hah:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Pierwszy raz słyszę o wibrującym tuszu do rzęs O.o
    Ale tytuł posta dałaś hehe

    OdpowiedzUsuń
  19. Tytuł miał budzić jednoznaczne skojarzenie bynajmniej nie z maskarą :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Oj z tytułem to Ci się udało ;) Szkoda,że nie ma efektów na rzęsach :(

    OdpowiedzUsuń
  21. Myślałam, że o jakimś innym wibratorze będziesz pisała ;) Haha :D normalnie się uśmiałam! :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Nigdy nie miałam tego tuszu i nie wiem czy bym sobie poradziła z wibracją:) Czego to nie wymyślą;)
    http://kosmetycznawyspa.blogspot.co.uk/

    OdpowiedzUsuń
  23. Nawet nie wiedziałam, że może być tusz wibrator :D jak skończy się mój wypróbuje

    OdpowiedzUsuń
  24. To zbędny gadżet jak dla mnie...czego Ci producenci nie wymyślą.. ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Dla mnie te wibracje to niepotrzebny bajer :D

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Kurcze, pierwszy raz widzę takie coś :D

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja jeszcze nie używałam takiego tuszu, w ogóle to pierwszy raz o nim słyszę... hehe czego to ludzie nie wymyślą :D

    OdpowiedzUsuń
  28. jaka bajerka :D ale chyba by mnie to drażniło, tusz ma być dobry sam w sobie a nie być naszpikowany "elektroniką"

    OdpowiedzUsuń
  29. Ja bym chętnie wypróbowała... :D

    glamdiva.pl

    OdpowiedzUsuń
  30. pierwsze słyszę o tym produkcje

    OdpowiedzUsuń
  31. Nigdy nie miałam pulsująco - wibrującej mascary :) Ale ogólnie tusze Maybelline uwielbiam i jestem z nich zadowolona :)))
    I dziękuję za fanpejdż :*

    OdpowiedzUsuń
  32. jeszcze nie słyszałam o takim produkcie :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Pierwsze słyszę o takim wynalazku :D Jednak jeśli nie jest nazbyt trwał to raczej się nie skuszę;)

    OdpowiedzUsuń
  34. hahaha, padłam z tytułu posta! :D
    ja najbardziej lubię MF 2000Calorie ;)

    OdpowiedzUsuń
  35. Intrygujący tytuł hehe :D
    Miałam kiedyś taki tusz do rzęs, ale nie zbyt umiałam go używać.
    Moim ulubieńcem jest MF 2000 calorie oraz Lovely Pump Up.

    OdpowiedzUsuń
  36. Tytuł dobry :P Ja jestem wierna od kilku lat Maybelline collosal volum' express :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Czego to ludzie nie wymyślą ;)

    OdpowiedzUsuń
  38. Fajny tytuł posta, a tej mascary nie widziałam, ale zaciekawiła mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Miałam ten tusz, ale nie przyniósł oczekiwanego efektu, wiec nawet nie robiłam recenzji...

    OdpowiedzUsuń
  40. Nie słyszałam jeszcze o takim tuszu: WOW! ;p

    Mój tata ma taką maszynkę do golenia, że wibruje po naciśnięciu takiej opcji :)

    OdpowiedzUsuń
  41. Pierwszy raz słyszę o takim tuszu :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i zamieszczony komentarz. Jeśli masz blog, na pewno do Ciebie zajrzę.